To był czas zatrzymania.
Mała, kameralna grupa. Morze zimą. Wiatr. Cisza.
Medytacje, joga, głęboka praca terapeutyczna, rozmowy i momenty, w których każda mogła spotkać się ze sobą naprawdę.
Przez te dni schodziłyśmy z głowy do ciała.
Oddawałyśmy stare role.
Dotykałyśmy rodowych wzorców.
Wracałyśmy do własnej mocy i odpowiedzialności za swoje życie.
To nie był wyjazd „rozwojowy”.
To było przygotowanie do życia bez maski.
Bo prawdziwa transformacja nie dzieje się na warsztatach.
Dzieje się później – w domach, relacjach, decyzjach.
Wracamy z większą klarownością, cichą siłą i gotowością na nowe wybory.
Na końcu jedno zdanie:
To, co zobaczone, teraz ma być żyte.



