Wielkanoc – coś więcej niż religia

.….o tradycji, która łączy ludzi

Coraz częściej słyszę zdania:

„Nie chodzę do kościoła.”

„Nie wierzę w Boga.”

„Nie obchodzę świąt.”

Mówią to ludzie dobrzy, wrażliwi, często bardzo świadomi.

I zwykle nie chodzi o to, że odrzucają wszystko, co duchowe.

Najczęściej chodzi o rozczarowanie instytucją.

O zmęczenie formą.

O poczucie, że coś, co miało prowadzić do Boga, stało się tylko obowiązkiem.

Rozumiem to.

Sama wiele lat temu wystąpiłam z szeregów Kościoła.

Nie z buntu.

Nie z pogardy.

Po prostu moja droga duchowa poszła w inną stronę.

Ale jednocześnie nigdy nie poczułam potrzeby odrzucenia czegoś, co jest znacznie starsze i głębsze niż jakakolwiek instytucja.

Tradycji.

Bo tradycja nie jest tylko religią.

Tradycja jest pamięcią ludzi, którzy byli przed nami.

To ona sprawia, że w Wielkanoc spotykamy się przy stole.

Że przygotowujemy dom trochę inaczej niż zwykle.

Że zatrzymujemy się na chwilę w biegu życia.

Święta od wieków pełniły jedną bardzo ważną rolę.

Scalały ludzi.

Rodzinę.

Pokolenia.

Wspólnotę.

Dziś żyjemy w świecie, który coraz częściej zachęca do odrzucania wszystkiego.

Autorytetów.

Tradycji.

Rodziny.

Korzeni.

Czasem w imię wolności.

Ale kiedy człowiek odrzuca wszystko, co było przed nim, bardzo łatwo zaczyna gubić coś jeszcze.

Samego siebie.

Bo człowiek bez korzeni jest jak drzewo bez ziemi.

Może przez chwilę stoi.

Ale nie ma z czego czerpać.

Dlatego dla mnie Wielkanoc nigdy nie była tylko religijnym obowiązkiem.

To jest symbol odradzania się życia.

Od tysięcy lat ludzie na całym świecie w różny sposób świętowali moment, kiedy po zimie wraca światło, kiedy przychodzi wiosna, kiedy życie budzi się na nowo.

W chrześcijaństwie nazwano to Zmartwychwstaniem.

Ale sens tego symbolu jest dużo szerszy.

To przypomnienie, że życie zawsze ma zdolność odradzania się.

Że po trudnym czasie przychodzi nowy początek.

Że człowiek może zostawić za sobą to, co stare, i zacząć inaczej.

Dlatego nawet jeśli ktoś nie chodzi do kościoła,

nie wierzy tak jak kiedyś,

albo szuka Boga w inny sposób…

to wciąż może zobaczyć w tych dniach coś ważnego.

Może zobaczyć czas spotkania, pojednania, zatrzymania się.

Czas przypomnienia sobie, że jesteśmy częścią większej historii.

Historii naszych rodzin.

Historii ludzi, którzy byli przed nami.

Historii życia, które wciąż się odnawia.

Święta nie muszą wyglądać tak jak kiedyś.

Nie każdy musi wierzyć w ten sam sposób.

Ale może warto zachować to, co w nich najcenniejsze.

Bliskość.

Wdzięczność.

I świadomość, że choć świat bardzo się zmienia,

to są rzeczy, które pomagają nam pozostać ludźmi zakorzenionymi w życiu.

Bo czasem, kiedy odrzucamy wszystko,

myślimy, że się wyzwalamy.

A tak naprawdę tylko oddalamy się od własnych korzeni.