Każdy z nas był kiedyś dzieckiem

 

Po Dniu Matki przychodzi Dzień Dziecka.

I choć zwykle traktujemy te święta osobno, w rzeczywistości są one częścią tej samej historii.

Bo każdy rodzic był kiedyś dzieckiem. I każde dziecko kiedyś stanie się dorosłym.

Dlatego Dzień Dziecka nie jest tylko świętem najmłodszych.

Jest także dniem pamięci o tym, kim sami byliśmy.

O dziecku, które marzyło. Które ufało. Które się bało. Które chciało być kochane. Które próbowało zrozumieć świat.

Niektórzy wspominają dzieciństwo z ciepłem. Inni z bólem. Jeszcze inni noszą w sobie jedno i drugie.

Ale niezależnie od tego, skąd przychodzimy, wszyscy niesiemy w sobie ślady tamtego czasu.

To właśnie wtedy uczyliśmy się, czym jest bezpieczeństwo. Jak wygląda miłość. Czy wolno nam być sobą. Czy nasze uczucia mają znaczenie. Czy świat jest miejscem przyjaznym, czy niebezpiecznym.

Dlatego wewnętrzne dziecko nie jest modnym pojęciem psychologicznym.

To część nas, która nadal pamięta.

Pamięta radość. Pamięta zachwyt. Pamięta spontaniczność.

Ale czasem pamięta również samotność, odrzucenie, brak zrozumienia czy niewypowiedziany smutek.

Dojrzałość nie polega na tym, że przestajemy być dziećmi.

Dojrzałość polega na tym, że uczymy się zaopiekować tym dzieckiem w sobie.

Nie oczekując już, że ktoś cofnie czas. Nie domagając się od życia idealnej przeszłości. Ale z szacunkiem dla tego, co było.

Bo rodzice również byli dziećmi.

Oni także nieśli własne historie. Własne lęki. Własne ograniczenia. Własne niezagojone miejsca.

To nie oznacza zgody na wszystko.

Ale może oznaczać większe zrozumienie.

A zrozumienie często otwiera drzwi tam, gdzie wojna zamyka je na lata.

Być może właśnie dlatego Dzień Dziecka jest świętem każdego z nas.

To dzień, w którym możemy na chwilę zatrzymać się i zapytać:

Czy nadal potrafię się zachwycać?

Czy pozwalam sobie marzyć?

Czy jestem dla siebie tak życzliwa, jak chciałabym być dla dziecka?

Czy to, co przekazuję dalej, płynie bardziej z miłości czy z dawnych zranień?

Każde pokolenie otrzymuje coś od poprzedniego.

Ale każde może również coś dodać.

Więcej świadomości. Więcej obecności. Więcej czułości. Więcej prawdy.

I może właśnie o to chodzi w dojrzewaniu Duszy.

Nie o to, by oskarżać przeszłość.

Ale by wziąć z niej życie — i ponieść je dalej trochę mądrzej, trochę łagodniej i trochę bardziej świadomie.

Bo wszyscy byliśmy dziećmi.

I wszyscy nadal nimi jesteśmy w jakiejś części siebie.

A ta część nadal potrzebuje miłości.

Nie idealnej.

Prawdziwej.

Z serca —

Regina Szczypior

Głos Duszy